logo
Z wizytą na pięknej, gościnnej Ziemi Potockiej Drukuj E-mail
Wprowadził: Paweł Sulik   
czwartek, 22 lipiec 2010

pietrzal-resizer2-800q75s.jpg Gmina Potok Wielki liczy sobie 620 lat, 17 sołectw i 98,33 km2 powierzchni, co stanowi 11,23 % powierzchni Powiatu Janowskiego. O tym, jak wygląda gmina Potok Wielki obecnie, co należy robić, aby oddawać do użytku mieszkania socjalne, w jaki sposób pomóc mieszkańcom, by mogli bezpłatnie oddawać śmieci i bezpłatnie korzystać z usług prawnika i pomocy psychologiczno-pedagogicznej, jak ustalać podatki, by były na przystępnym poziomie, dlaczego warto opłacać dzieciom koszty nauki pływania, czemu służy odnawianie wąwozów lessowych, po co gmina finansuje każdemu właścicielowi posesji zakup dwóch przepustów metrowej długości … - na te i inne pytania dla Czytelników Panoramy Powiatu Janowskiego odpowiada Jerzy Pietrzyk - od 1990 roku wójt gminy Potok Wielki.

A.B.: Co Pana cieszy, a co denerwuje?

J.P.: Najbardziej cieszy mnie, jeżeli ludziom zaczyna się lepiej powodzić, jeżeli powiększają swój dobytek, kształcą dzieci, żyją na wyższej stopie. Co mnie denerwuje? Czasami malkontenctwo (nie mylić z konstruktywną krytyką, która bywa pomocna przy podejmowaniu decyzji) i ... ciągle zmieniające się przepisy prawne ...

A.B.: ... nowe ustawy ...

J.P.: ... które niekiedy narzucają realizację różnych zadań bez jakichkolwiek kalkulacji kosztów i zabezpieczenia finansowego ich wykonania. Bardzo często gminy muszą dokładać własne środki, aby zrealizować zadania zlecone na właściwym poziomie. Nowa ustawa o finansach znacznie ograniczy możliwości kredytowe gmin o niskich dochodach własnych. Cieszy natomiast fakt, że niektóre programy rządowe są dla nas bardzo korzystne ,np.. Program Przebudowy Dróg Lokalnych, tzw. „Schetynówki”, w którym można pozyskać środki z budżetu państwa (oczywiście wymagany jest też wkład własny). Podobnie jest z programami, dotyczącymi budowy obiektów sportowych i boisk wielofunkcyjnych czy „Orlików 2012”. Poprzez takie programy, postęp na wsi jest szybszy, a mieszkańcy mają nie gorszy (a czasami wręcz lepszy), dostęp do różnych dóbr cywilizacyjnych XXI wieku. I nie muszą mieszkać w mieście! (śmiech). 

A.B.: Proszę podać przykład?

J.P.: Gmina jest w 100% zwodociągowana, w większości zgazyfikowana, jest łatwy dostęp do Internetu, są dobre dojazdy do posesji, obiekty sportowe na miarę XXI wieku („Orlik 2012” w Potoku Stanach, boisko wielofunkcyjne w Potoku Wielkim, nowoczesna hala w Potoczku). Nasza młodzież mówi o nich „wypasione” (śmiech); są boiska do koszykówki, siatkówki, piłki nożnej i ręcznej, do tenisa ziemnego - to ostatnie to swego rodzaju nowum w okolicy (śmiech). 

A.B.: O czym marzy wójt, o urlopie?

J.P.: Urlop będzie jak zawsze krótki, tu wielkich marzeń nie mam (śmiech). Tak, jak powiedziałem, chciałbym, by ludzie na wsi żyli na odpowiednim poziomie ... 

A.B.: .. ale czasami trudno jest o taki poziom życia ...

J.P.: … dlatego, że ostatnio dochody ludności na wsi nie są wysokie; do tego dochodzi trudna sytuacja w rolnictwie, niedoskonała struktura gospodarstw rolnych, ukryte bezrobocie (mimo tego, że wiele gospodarstw jest na ekstra poziomie), no i zwolnienia w Stalowej Woli, Janowie, Kraśniku (tam od nas pracowało bardzo dużo osób). Poza tym, nasza gmina nie leży przy jakimś ważnym szlaku komunikacyjnym, a droga wojewódzka gospodarczo nie odgrywa żadnej roli. 

A.B.: Może dlatego aż 25 % społeczeństwa w gminie korzysta z pomocy opieki społecznej ...

J.P.: Niestety, to prawda. Ten problem rozpatrujemy w kategoriach społecznych, żeby ludzie, którym jest trudniej, którzy stracili pracę lub są nieporadni życiowo, nie odstawali od ogółu społeczeństwa. To właśnie z myślą o nich, w poprzednim roku skorzystaliśmy z programu ministra pracy i polityki społecznej w sprawie zabezpieczania mieszkań socjalnych. Otrzymane wsparcie finansowe (oczywiście, przy wkładzie własnym gminy) pozwoliło na utworzenie trzech mieszkań socjalnych w nieużywanym budynku szkoły w Zarajcu Potockim (ze względu na małą liczbę dzieci, szkoła została zamknięta). Przy udzielaniu dofinansowania, brano pod uwagę potrzeby gminy w zakresie lokali socjalnych, a przede wszystkim lokalną stopę bezrobocia. W tym roku również przyznano nam dofinansowanie - tym razem do adaptacji mieszkań socjalnych dla dwóch rodzin. Warto dodać, że standard mieszkaniowy tych lokali jest na dość wysokim poziomie. Tutaj muszę się pochwalić, że za realizację tego programu, minister pracy w ub. roku przyznał gminie nagrodę (śmiech). 

A.B.: Gratuluję. Urząd Gminy jest przyjazny dla swoich mieszkańców?

J.P.: Staramy się, by tak było (śmiech). W urzędzie gminy funkcjonuje punkt informacji publicznej, udostępniamy lokale w budynku gminy na potrzeby ARiMR-u, ODR-u, firm ubezpieczeniowych, które udzielają rolnikom bezpłatnych porad. Oprócz tego, gmina w ramach Poakcesyjnego Programu Wsparcia Obszarów Wiejskich utworzyła Centrum Aktywności Lokalnej. 

A.B.: A co to jest?

J.P.: W centrum gminy zmodernizowaliśmy część budynku komunalnego, a w uzyskanych lokalach dwa razy w tygodniu mieszkańcy gminy mogą bezpłatnie korzystać z usług prawnika i pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Odbywają się tam spotkania integracyjne i szkolenia dla wszystkich grup społecznych. Jest to również miejsce spotkań dla członków organizacji pozarządowych, funkcjonujących na terenie gminy. Mamy również kawiarenkę internetową przy GOK-u w Potoku Wielkim oraz pracownię komputerową z prawdziwego zdarzenia z dostępem do Internetu w Lokalnym Centrum Kultury. Mieszkańcy metodą on-line mogą robić różnego rodzaju kursy. Staram się obserwować efekty naszej pracy, a jak widzę samochody, rowery, którymi ludzie przyjeżdżają (szczególnie młodzież), to wiem, że jest to z pożytkiem dla ludzi. 

A.B.: Podatki w potockiej gminie są ...

J.P.: ... określane w sposób wyważony, biorąc pod uwagę stopień bezrobocia w gminie i zasobność finansową mieszkańców. Staramy się, by te podatki i opłaty lokalne nie stanowiły nadmiernego obciążenia finansowego dla gospodarstw domowych. Wyszliśmy z założenia (a społeczność gminy to zaakceptowała w trakcie konsultacji społecznych), że podatki na średnim poziomie świadczą dobrze o naszej odpowiedzialności obywatelskiej, a jednocześnie pozwalają mieć własne dochody, które umożliwiają gminie korzystanie ze środków zewnętrznych. 

A.B.: Zmieniamy temat. Subwencja oświatowa wystarcza na ...

J.P.: W tym momencie, jeżeli doliczymy obsługę szkół, to nawet nie pokryje funduszu płac - gmina musi dołożyć około 1,5 mln zł. Są to potężne pieniądze dla naszego, niezbyt dużego, budżetu, które trzeba wydatkować kosztem inwestycji, ale uważamy, że inwestowanie w oświatę jest najlepszą inwestycją na przyszłość, szczególnie jeśli chodzi o wieś. Obecnie funkcjonuje trzy Zespoły Szkół w: Potoczku, Potoku Stanach i Potoku Wielkim oraz mała szkoła podstawowa w Dąbrowicy. Tworzymy jeszcze oddziały przedszkolne w Potoku Wielkim i Dąbrowicy. Jeśli mowa o oświacie, to muszę zaznaczyć, że nasza gmina, nie czekając aż będzie przez MEN finansowany język angielski, kilka lat wcześniej z własnych środków zatrudniła nauczycieli do nauki języka angielskiego, żeby dzieci ze wsi miały łatwiejszy start do szkół średnich w miastach. Te zajęcia najpierw były dla dzieci od IV klasy wzwyż, a potem i dla klas niższych. 

A.B.: Byliście prekursorem ...

J.P.: Tak, a jaki mieliśmy problem ze znalezieniem kadry (śmiech). W owym czasie nie było tylu nauczycieli języka angielskiego, co teraz. Jeśli chodzi o nasze szkoły, to w każdej z nich funkcjonują stołówki szkolne (do Dąbrowicy obiady są dowożone), w których 2-daniowy obiad z deserem kosztuje 1,50 zł (tzw. wkład), resztę kosztów pokrywa gmina. Skoro mowa o dzieciach, to gmina finansuje również koszty nauki pływania. Mamy taki ambitny plan, założony przez radnych gminy, żeby dzieci, opuszczające naszą gminę, odbyły roczny kurs nauki pływania (organizujemy to w ten sposób, że czwarte godziny w-fu są wykorzystane na pływalni). Ten proces nauki jest i będzie ciągły. To dla nas, dorosłych jest duża satysfakcja, bo młody człowiek musi ćwiczyć nie tylko umysł, ale także i ciało. Tak więc, ruch z jednej strony, a z drugiej takie dążenie do tego, żeby nasze dzieci umiały pływać, jeździć na nartach (dopłacaliśmy również do nauki jazdy na nartach), a teraz - skoro mamy nowe boisko, nawet grać w tenisa ziemnego (śmiech). 

A.B.: Gmina Potok Wielki to gmina o wielu walorach krajobrazowo-kulturowych. W jaki sposób samorząd gminy stara się to wykorzystać?

J.P.: Południowa część gminy to Równina Biłgorajska, to duży obszar lasów (3,7 tys. ha), łąk i 850 ha stawów. Przez moment wydawało się, że nasze wioski leśne są na wymarciu, ale ostatnio przyszła moda na agroturystykę, a to przysłowiowe „łono natury” powoduje, że ruch w obrocie ziemią w Malińcu i Osówku się zwiększył, ludzie wykupują działki na domki letniskowe, powstają nowe posesje. Obecnie, wydajemy decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych na kilka domków letniskowych dla jednego inwestora, który chce je wybudować. Mamy też drugiego, który chce wybudować duży obiekt konferencyjno-wypoczynkowy. Kiedyś myślałem, że to wszystko będzie przebiegało szybciej, ale tutaj nie wystarczy tylko reklama, musi być podaż i popyt, a z tym jest różnie. Dawno temu, jeden z naszych zagranicznych gości powiedział, że on tu widzi cząstkę Mazur i dopiero wtedy otworzyliśmy oczy, bo tak naprawdę nie docenialiśmy tego, co mamy. Wtedy to się zaczęło, pojawiła się promocja, reklama i chyba ta sytuacja poszukiwania ciszy i spokoju spowodowała, że nasze wioski przestały się wyludniać, wróciły podatki, zaczęła się rozwijać gospodarka rybna. Myślę, że tu wielką rolę odgrywa „Dzień Karpia Królewskiego”, którego pierwsze edycje były w Potoczku, a później w Malińcu. Lokalizacja w Malińcu stała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ co roku odwiedza nas kilka tysięcy osób. Jest to promocja gminy, powiatu i Lubelszczyzny, ponieważ mamy gości z województwa podkarpackiego, świętokrzyskiego, a właściwie to z całej Polski. Przyjeżdżają do nas turystycznie i rodzinnie, co nas bardzo cieszy. Ważne przy tym jest również i to, że ludzie, którzy hodują karpia, mają z tego określone korzyści. U nas w gminie mówi się z humorem, że właściciele stawów to ci, którzy mają około 100 ha stawów, a tzw. „dołkowicze” to ci, którzy mają mniej (śmiech). Teraz doszło do utworzenia Lokalnej Grupy Rybackiej, która swoim zasięgiem obejmuje gminy: Zaklików, Potok, Modliborzyce i Janów. Dzięki temu wielu właścicieli stawów skorzysta ze środków unijnych, które należy wykorzystać na rozwój obszarów, związanych z rybactwem. 

A.B.: Słów kilka o drogach …

J.P.: Mamy rondo w Potoczku, które jest chlubą gminy, a także powiatu, bo przecież bezpieczeństwo pieszych i kierowców jest najważniejsze. Jeśli chodzi o infrastrukturę drogową, to staraliśmy się robić drogi na terenie całej gminy, niezależnie od kategorii, znaczenia w transporcie czy ilości mieszkań przy danej drodze. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że do każdego domu dojeżdżamy twardą drogą, oczywiście nie do każdego jeszcze asfaltową, ale ostatnio - już tak powiem trochę z humorem, że na drogi asfaltowe gminne do przysiółków czy kolonii zaczyna nam szerokości brakować (śmiech). Często inwestycjom drogowym towarzyszą porozumienia z innym samorządem gminnym czy powiatowym. W ub. roku, ponad 2,1 mln zł przeznaczyliśmy na drogi. Oczywiście, jest satysfakcja, że powstają nowe odcinki dróg, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że nasze drogi standardu XXI wieku jeszcze nie mają. Przy realizacji inwestycji drogowych korzystaliśmy ze wszystkich programów rządowych i unijnych, które wspierają budownictwo drogowe, a ostatnio z Programu Ochrony Wąwozów Lessowych (środki z MSWiA). Tym sposobem otrzymaliśmy środki finansowe na ratowanie wąwozu w Radwanówce i zwracamy się o wsparcie finansowe na wąwóz w Potoczku. To działanie ma na celu przeciwdziałanie klęskom żywiołowym (rozmywanie, osuwiska), konserwację poprzez przywrócenie funkcji komunikacyjnych (ponieważ wąwozy często pełnią funkcję dróg dojazdowych do sąsiednich miejscowości i do pól), a także ich rewitalizację ze względu na walory krajobrazowe. Skoro mowa o programach rządowych, warto tutaj wspomnieć o tzw. „powodziówkach”, a właściwie o tym, że na usuwanie skutków powodzi są pieniądze, ale już na zapobieganie im - nie, a tak przecież nie powinno być. W naszej gminie dużą wagę przywiązuje się do odwodnienia dróg, żeby nie następowało podmarzanie, a tym samym degradacja odbudowywanych odcinków dróg. Wyszliśmy z założenia (obojętnie przy jakiej drodze), że jeżeli ktoś z mieszkańców chce zrobić sobie zjazd, to gmina sfinansuje mu zakup dwóch przepustów metrowej długości każdy, a jeśli potrzeba mu więcej, to dokupuje sobie sam. Ludzie, widząc pomoc z gminy, chętnie z tego korzystają, a to mnie bardzo cieszy, bo i wieś pięknie wygląda, i bezpieczeństwo drogowe i przeciwpowodziowe wzrasta, i żywotność dróg też się przedłuża.

A.B.: W waszych lasach śmieci nie widać ...

J.P.: Nie widać, bo kilkanaście lat temu wybudowaliśmy wysypisko śmieci za wsią w Potoku Wielkim, które aktualnie w ocenie Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Lublinie spełnia wymagania techniczne. U nas ludzie ogromną wagę przywiązują do ochrony środowiska, dlatego też śmietnisko wypełnia się dosyć szybko, ale to cieszy, bo spotykam się z opiniami ludzi z „zewnątrz”, że u nas jest czysto. Gmina raz w miesiącu (bezpłatnie) odbiera śmieci od każdego mieszkańca.

A.B.: To mieszkańcy z tego tytułu nie ponoszą żadnych kosztów?

J.P.: Na ten moment żadnych, otrzymują jeszcze worki do segregacji na szkło, plastik i na tzw. „odpady komunalne”. Staramy się segregować śmieci, a posegregowane szkło i plastik wywozimy na recykling do Pysznicy. 

A.B.: Gminie się to opłaca?

J.P.: Wiele rzeczy gminie się nie opłaca, ale nie po to jest gmina, żeby robić tylko to, co się jej opłaca. Gmina jest dla mieszkańców, podobnie jak prawo dla ludzi, a nie ludzie dla prawa. Ja uważam, że samorząd jest powołany do tego, żeby służyć ludziom, a jak ludzie oddają śmieci (niektórzy jeszcze posegregowane), to należy się cieszyć z tego, że przywiązują wagę do ekologii. Nie obciążamy ludzi kosztami za oddawane śmieci, bo chodzi tutaj o ochronę środowiska, o to, żeby wyrobić w nas wszystkich takie przekonanie, że jeżeli korzystamy ze środowiska, to musimy je także chronić. To jest też przyuczanie dzieci do porządku od najmłodszych lat; w szkołach organizowane są różne konkursy ekologiczne, przy okazji Dnia Karpia Królewskiego robimy wystawę ekologiczną. W naszej gminie dzieci raz w miesiącu z nauczycielami zbierają śmieci i - co ważne, ani dzieci, ani nauczyciele się tego nie wstydzą i nie czują się z tego powodu poniżeni. Myślę, że czas najwyższy zmieniać mentalność ludzi pod kątem ekologii XXI wieku. Dzisiaj, jak tak patrzę na naszą gminę, to muszę powiedzieć, że niektórych dogoniliśmy, a niektórych przegoniliśmy … (śmiech). 

A.B.: A jak się śmietnisko zapełni ...

J.P.: ... to spróbujemy pohandlować (śmiech), chcemy zacząć sprzedawać odpady, prowadziliśmy już negocjacje w tej sprawie. 

A.B.: Macie gaz, wodociągi, śmietnisko, ale brakuje kanalizacji, kolektorów słonecznych ...

J.P.: W Potoczku funkcjonuje oczyszczalnia, obsługująca dwa Zespoły Szkół i bloki mieszkalne. Mamy w gminie miejsce na oczyszczalnię ścieków i koncepcję kanalizacji, zostaliśmy zakwalifikowani do Narodowego Programu Oczyszczalni Wiejskich dla Aglomeracji Wiejskich 2000 RLM z tym, że nie wiadomo, kiedy ten program będzie realizowany. Na dzień dzisiejszy myślimy o przydomowych oczyszczalniach ścieków - na terenie gminy jest już ich ponad 20, myślę, że powstaną kolejne (przy wsparciu finansowym z funduszy strukturalnych). Druga sprawa, która nas interesuje, to kolektory słoneczne, wykorzystujące energię promieni słonecznych do ogrzewania i podgrzewania wody. Taka inwestycja chroni środowisko (nie trzeba zużywać opału do kotłowni), a przede wszystkim naszą kieszeń. Solary na dachach zdają w Polsce egzamin, powstaje ich coraz więcej. My nie wiemy jeszcze, jak ludzie do tego podejdą, na razie przygotowujemy się do rekonesansu, kto faktycznie jest zainteresowany. Na ten cel można otrzymać dofinansowanie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska poprzez określone banki, oczywiście gmina wesprze organizacyjnie to przedsięwzięcie. 

A.B.: Gmina Potok Wielki graniczy z powiatem stalowowolskim (z gminą Pysznica i Zaklików) oraz z powiatem kraśnickim (gmina Szastarka i Trzydnik Duży) oraz z gminą Modliborzyce. Czy jest coś, co łączy te gminy (oczywiście, oprócz sąsiedztwa)?

J.P.: Tak. Obecnie, jest to współpraca z właścicielami stawów, a dawniej była współpraca z gminami w trakcie prowadzenia telefonizacji, zwodociągowania i zgazyfikowania gminy. Często zawieramy porozumienia odnośnie wspólnych inwestycji, bo wtedy łatwiej jest o środki z zewnątrz. Ostatnio staramy się (z wójtem gminy Trzydnik) połączyć drogę powiatową Trzydnik-Potoczek na długości kilkuset metrów na terenie powiatu kraśnickiego i janowskiego, ponieważ to źle świadczy o czterech gospodarzach: dwóch starostach i dwóch wójtach (śmiech). Mam nadzieję, że w tym roku sprawa zostanie załatwiona, ponieważ już korespondencja krąży między starostą janowskim, kraśnickim, wójtem trzydnickim i potockim. Trwała współpraca z sąsiednimi gminami odbywa się w ramach LGD „Leśny Krąg” i ostatnio utworzonej Lokalnej Grupy Rybackiej „Karp Doliny Sanny”. 

A.B.: Na terenie gminy rozwija się przemysł drzewny, jest kilka zakładów, zajmujących się produkcją mebli ...

J.P.: ... specjalizujących się w meblach z drewna starego, które także eksportowane są do Francji. Mówiliśmy o trudnej sytuacji, ale ludzie na wsi imają się różnych zajęć, i pracy zagranicznej, i sezonowej, i dorywczej. Utrzymują się na powierzchni, nie ma u nich takiego marazmu, niemocy, po prostu dają radę. Oczywiście, jest grupa ludzi, których trzeba wspomagać. 

A.B.: To jacy są mieszkańcy gminy Potok Wielki?

J.P.: Aktywni i zapobiegliwi, postępowi i pracowici, co podkreślam co roku na dożynkach parafialnych, bo dopracowaliśmy się różnych społeczno-integracyjnych imprez, w których jako władze gminy zawsze uczestniczymy. Ludzie u nas potrafią się zorganizować, zjednoczyć, czego dowodem jest wspólna organizacja dożynek, pikniku rodzinnego, dni gminy, „Dnia Karpia Królewskiego”, itp. 

A.B.: Wzdłuż granicy gminy z powiatem kraśnickim przebiega linia kolejowa. Czy z tego tytułu jest coś dobrego dla gminy?

J.P.: Na pewno było, bo dużo ludzi pracowało, ale może i będzie, jeżeli kolej będzie doceniona przez państwo. Są dwie stacje kolejowe na granicy gminy - Potok Kraśnicki (czyli koniec naszego Potoka Wielkiego) i Rzeczyca Ziemiańska. Tam zatrzymują się pociągi, choć nie wszystkie (czerwone, czyli pośpieszne nie), ale są stacje, czyli jest miejsce na bocznice, które de facto były, a teraz ich nie ma i tu widać ten ból przemian. Niektórzy ludzie dojeżdżają w ten sposób do pracy. Ja się cieszę, że ta kolej lubelsko-rozwadowska całkiem się nie poddała i choć długie, tradycyjne pociągi zastąpiono szynobusami (które często spotykamy na przejazdach), to ważne, że jeżdżą. 

A.B.: Macie swoje produkty regionalne?

J.P.: Będziemy mieć - jesteśmy w trakcie rejestracji. Chcemy zarejestrować karpia pod wszelkimi postaciami i bułeczki z czarnymi jagodami, które kiedyś zrobiły furorę na prezentacji agroturystycznej nad Zalewem Zemborzyckim. Ważne, że ludzie zaczynają się w to angażować, że jest zainteresowanie, chęć współpracy, a nieraz inicjatywa. Często sprawy, ktoś by powiedział, przyziemne, jednoczą ludzi, niezależnie od poglądów, tak wśród radnych, jak i mieszkańców. Zaryzykuję stwierdzenie, że powróciło życie kulturalne i społeczne w naszej wspólnocie, że wróciła nasza stara, chrześcijańska tradycja, przekazywana z dziada pradziada, której się nie wyrzekamy, a wręcz przeciwnie - jesteśmy z niej dumni. Naszych gości zawsze „witamy na naszej pięknej, gościnnej Ziemi Potockiej”, nie wstydzimy się swego pochodzenia, naszych korzeni. 

A.B.: Zdaje Pan sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na Panu spoczywa?

J.P.: Ludzie pokładają we mnie pewne nadzieje, więc staram się ich nie zawieść. Nieraz powierzają swoje tajemnice, dzielą się kłopotami, więc każda pomoc z mojej strony to duża satysfakcja i radość. W życiu staram się być skromny, może nie zawsze mi to wychodzi, ale się staram …(śmiech). Zawszę się cieszę, jak ludzie są zadowoleni, gdy gmina robi coś dla nich, żeby mogli z tego korzystać. Działając w tym duchu od 1990 roku skomunalizowano na rzecz wspólnoty samorządowej bazę GS, bazę SKR, aptekę i ośrodki zdrowia, lecznicę weterynaryjną, wiele placów i budynków wielofunkcyjnych, a także część dróg. Dużym osiągnięciem była komunalizacja (przekazywanie mienia na rzecz gminy) gruntów w Potoczku, gdzie obecnie funkcjonuje piękne osiedle domków jednorodzinnych. W ubiegłym roku gmina stała się właścicielem około 10 ha gruntów w Potoku Wielkim, które zostaną zagospodarowane na cele publiczne. 

A.B.: Praca na stanowisku wójta jest dla Pana ...

J.P.: ... mocno absorbująca. Ciągle dzieje się coś nowego, stale trzeba się uczyć, dokształcać, reagować na różne, często nieprzewidywalne, sytuacje, a przede wszystkim decydować. Podejmując decyzje, należy patrzeć nie tylko na sytuację w gminie, ale i w kraju, trzeba próbować przewidzieć, jaka decyzja w danym momencie będzie najlepsza, jakie przyniesie efekty za kilka lub kilkanaście lat, a przede wszystkim, czy będzie przydatna mieszkańcom gminy. Nieraz trudno podjąć decyzję, bo sprawa jest skomplikowana, ale jak się ją dobrze rozpatrzy, przekonsultuje, to taka decyzja okazuje się dobra. Czasem pewne decyzje nie są akceptowane przez mieszkańców (szczególnie w okresie krótkim), ale po pewnym czasie przekonują się do nich i je akceptują. 

A.B.: Słabe i mocne strony wójta Jerzego Pietrzyka? Zdarza się Panu tracić cierpliwość?

J.P.: Staram się panować nad emocjami (śmiech). Moja słaba strona to czasami zbyt duża zachowawczość i asekuracja, przydługie zastanawianie się i analizowanie - chociaż czasami to się opłaca (śmiech), natomiast mocna - intuicja, zaangażowanie i determinacja, a resztę niech mieszkańcy sami oceniają. 

A.B.: Gdybym miał 20 lat to ...

J.P.: .. może kilka spraw wyglądałoby inaczej, ale ogólnie decyzje, podejmowane w tamtym czasie, uważam za słuszne. Nie żałuję tego wyzwania, które podjąłem jako młody człowiek, który ze wsi poszedł najpierw do liceum ogólnokształcącego, później na studia na Akademię Rolniczą. Podczas studiów odbywałem praktykę zagraniczną w Szwajcarii i w oznaczonym terminie powróciłem do kraju. Należy przypomnieć, że w owym czasie, jeżeli komuś udało się wyjechać na „Zachód”, to wielu młodych ludzi wybierało emigrację, ja nie wybrałem. Później trafiłem do pracy w administracji w UMiG Janów Lubelski, następnie pracowałem w kadrze inżynieryjno-technicznej Stacji Hodowli Zwierząt w Sandomierzu, a w końcu zostałem wójtem mojej małej ojczyzny gminy Potok Wielki.

A.B.: Co Pan robi w wolnym czasie?

J.P.: Mało mam wolnego czasu, ale jeśli już, to wypoczywam na działce (często pracując fizycznie), pływam na basenie, a zimą, ponieważ góry się nam „przybliżyły” (śmiech), jeżdżę na nartach w Chrzanowie i Batorzu. 

A.B.: Dziękuję za rozmowę. Życzę wszystkiego dobrego.

Rozmawiała: Alina Boś; foto: archiwum prywatne J. Pietrzyka

 

Ostatnia aktualizacja ( piątek, 23 lipiec 2010 )
 
Nowości
Popularne