Ma ze trzy metry „w pasie” i z pięć metrów wysokości… Gigantyczny bałwan stanął po Nowym Roku w Chrzanowie na stoku. Ulepił go pewnego dnia między 9.00 a 21.00 sołtys z Malinia – Dariusz Taradyś. I choć nie jest ci to górol spod samiuśkich Tater, to smykałkę do bałwanów ma. I to od lat. A te bałwany lepi od 15 lat. Co roku, inne… Bałwany lepi też koło domu na Maliniu. A jak taka zimowa budowla się pojawia, to wiadomo, że to „Darka sprawa”.
Zimowy „kolos” to nie lada atrakcja. Dla narciarzy, dzieci i dorosłych „fotograficzna” gratka. Jak takie dzieło powstaje? Piętro po piętrze… Ręcznie… Taradyś, kul śniegowych nie toczy, łopatą materiał „tłoczy”. Najwięcej „surowca” pochłania „korpus” – tłusty, opasły, tęgi… Po nim, powstają kolejne „kręgi”. I cały czas do góry, „łopatą po łopacie” się pnie, i budulca dokłada, i utwardza, i dopracowuje… Wyżej, często z drabiny pracuje… Konstrukcję buduje. A gdy niekształtna, okrzesuje, wygładza, żeby budowla miała ręce i nogi. A gdy tak w górę się pnie, to i „materiału” wokół brakuje… Wtedy, kolega z dalsza ratrakiem śniegu „nagarnuje”. Oczywiście, budowę trzeba stale monitorować i tak „cyrklować”, by „kolos” stanął „na nogi” w największe mrozy… Wtedy, dłużej „pożyje”… O fuszerce nie może być mowy, choć… obiekt nie ubezpieczony… I tak oto, godzina po godzinie, bałwan powstaje, a jak już stanie mocno na nogach, to wtedy ożywa, ważną rolę w środowisku odgrywa…
A podobny bałwan stanie za rok przed budynkiem janowskiego szpitala. – Ulepimy bałwana dla chorych dzieci ze szpitala, żeby sprawić im radość – Taradyś zapowiada. – Z kolegami – druhami strażakami z Malinia w największe mrozy się stawimy, aby tylko dyrekcja nasz pomysł zaaprobowała – dopowiada.
– Jest zgoda – Dyrektor Renata Ciupak odpowiedziała. I sprawa załatwiona, choć Taradyś z góry przestrzega, że bałwan nie będzie tak wielki jak w Chrzanowie. Powód? – W Janowie nie ma tyle „towaru” co w Chrzanowie – uzasadnia ze śmiechem.
I choć „narciarski” bałwan zdążył „ocieplić swój wizerunek”, to niedługo „odejdzie”, ale… głowa do góry. Za rok wróci na swój… „posterunek”…
Alina Boś; foto: Dariusz Taradyś






