Idą święta…

Święta w drodze… A przed świętami, porządki… Mycie okien… A może być tak, jak to robi „Kowalska”. Firanki na bok rozsuwa, „chowa” przed okiem sąsiada. Stawia przed oknem drabinkę, a na parapecie – sprzęt do mycia okien i „butle” do szyb spryskiwania… I tak to stoi… Dwa dni czeka… Potem, firanki trafiają na własne miejsce, sprzęt znika. – O! „Kowalska” firanki „poprała” i okna na święta umyła – zauważa sąsiad. – A ty, nie zdążyłaś…

A jak święta, to i sprzątanie, pranie, prasowanie… I pieczenie i gotowanie… Lista zakupów na kartce… „Chemia” w siatce… Torba z zakupami wrzyna się w palce i… myśli o babce. Którą upiec? Czy wielkanocną babę puchową, mięciutką i delikatną, starodawną… Czy też może nowoczesną – pistacjową, której smak jest podobno „obłędny”, ale to może dla bardziej „wybrednych”… I żeby nie było jak z tą kaczką w musie cytrynowym. W ustach rozpływać się miała, a wyszła kwaskowata cała… I po co był ten „mozół”, skoro stwierdzono, że „lepszy byłby rosół”. I kucharce humor się popsuł…

A może by tak upiec schab po meksykańsku. W przepisie pisze, że jest „kruchy, soczysty i aromatyczny”. Ale, żeby nie było znowuż jak z tym schabem z pieprzem syczuańskim. Miała być „świeża orzeźwiająca nuta, lekko cytrynowa”, a wyszła kwaśna, a w dodatku słona… Goście zakasłali… – Wody, wody – wołali… W dodatku, pojawiły się uwagi, że lepsze byłyby schabowe z ziemniakami i buraczkami… Koniec z mięsnymi „fantazjami”. Będzie schab z pieczarkami. I tradycyjna babka, rosół i wielkanocny mazurek, i pieczona biała kiełbasa, i bigos, i sernik, i makowiec, i szarlotka. Ta starodawna… I śledź w oleju, i jajka w chrzanie, i pirogi reczczane, od wieków znane. No i jeszcze sałatka. „Obca” czy polska? Z krewetkami czy też może zwykła warzywna… Tak lubiana, powszechna i tania… Wystarczą jajka, groszek, pietruszka i marchew… Ale kto to wszystko zje… „Piesa krew”…

Aha. I jeszcze zostaje wielkanocny żur, barszcz biały a może czerwony, jak to robią niektórzy w Krzemieniu. A do tego żuru czy barszczu „powędruje” święconka” z koszyczka. A w tym koszyczku będzie gotowane mięso i jajka, swojska kiełbasa i kawałek chleba, i ser suszony, i odrobina soli, miodu i masła. I kawałeczek ciasta, i laska chrzanu, a na dnie wiejska gospodyni dwa kartofle na sadzenie doda… I baranek wielkanocny też będzie, i pisanki, a wszystko ułożone na białej serwecie… I jeszcze dekoracja na stół… I wiosenne kwiaty na grób… I życzenia, esemesy i goście… I strawa duchowa, msza święta – najważniejsza… Czy czasu wystarczy? Nawet, precyzyjnie naoliwiona maszyna czasami się zacina… A jak nastąpi „punkt zwrotny”, to się zamówi na wynos bez wyrzutów sumienia… Świat się nie zawali… – Jak zrobię, tak będzie dobrze… Nic nie muszę… – powtarzał filmowy Kusy… Sobie poradzę… Warto to mieć na uwadze…

W materiale wykorzystano cytaty z filmowego „Rancza”

Tekst; foto: Alina Boś