„Podłość ludzka nie ma granic”… Nie żyje Bożena Dykiel, która w 2006 roku na „Gryczakach” gotowała…

– Mam na głowie całą gminę. Walczę o dalsze doskonalenie życia, o rozwój, a ona mi za plecami dywersję robi. Żeby mi tak zepsuć życiorys – w „Wyjściu awaryjnym” Kolędowa narzekała… Rozwiązania szukała… – Ślub z opłaconym rozwodem mnie uratuje. Fikcja musi być prawdopodobna, żeby stała się prawdą. Trzeba pojechać do miasta i kupić pana młodego – wykombinowała… – Na propagandzie nie ma co oszczędzać… Wladek, szykuj się do drogi – zawołała. – Ubierz się elegancko jak na pogrzeb. I bez narzeczonego mi nie wracaj. – Tak, chyba z rękawa do kamizelki jego wytrzepię – próbował się bronić Kolęda… – Cementu u nas nie kupisz, ale człowieka zawsze – ripostowała. – Grosza pilnuj. O! jakiś docent albo doktor… To by nam pasowało. I żeby postawny był, pamiętaj – pouczała, a w międzyczasie… gminą zarządzała… – Rzeźnik (sklep mięsny) do remontu. – Po co? – Żeby zlikwidować kolejki. Trzeba ludziom iść na rękę… – A co z ośrodkiem zdrowia? – Zasłonić płotem… – A co z kontrolą? Dziesięć milionów deficytu i ani jednej krowy. Wszystko padło… – Krowy mają być, choćby 20 sztuk. – Skąd je wziąć? – Z gospodarstwa w Snopkach. – A jak tam zechcą pojechać? – To od indywidualnych. – A kto da?! – Zapłaci się. Z funduszu kulturalnego…

A jak pani naczelnik zięcia poznała, tak go pouczała… – Dziś sobota. Idziecie na dancing do restauracji. Jakby Dorcię ktoś prosił do tańca, od razu wal prosto w mordę. Wszyscy mają wiedzieć, że z powodu szaleńczej miłości jesteś gotów na wszystko – komenderowała i się zięciem wychwalała. – Chodzą ze sobą już ze dwa lata… Jest redaktorem w telewizji… – informowała, dopóki się więcej o zięciu nie dowiedziała…

– Tobie zawsze coś wcisną. Konia z ochwatem, krowę bez mleka, zięcia z wyrokiem, ty bambaryło jeden – darła się wniebogłosy… – Dziunia, co ty – bronił się Kolęda. – Podłość ludzka nie zna granic – jeszcze głośniej krzyczała, gdy się dowiedziała, że rozwodu nie będzie… – Żeby mnie, działacza, taki element wykołował. Ty wiesz, coś ty narobił! – A ty myślała, że zięcia z rodowodem to w Peweksie sprzedają, a! – bronił się Władek.

– Ściągaj wszystko. Paszoł won! Nie będzie żadnego wesela! – krzyczała, wyrzucając zięcia. – Jadą, jadą, pani magister – zakrzyknął milicjant. Czyżby jakiś minister?! – Co za młodzież… Garnitur mu się nie podoba… Za mało modny… No idźże się ubierz… Orkiestra grać! Wladziu, zapraszaj państwa do stołu, nalewaj wódeczki, wszystko przygotowane, bardzo smaczne kaczuszki – do filmowych gości zagadywała… A i w Janowie na Gryczakach w 2006 roku gotowała, gości przypraszała… Jak ją Łukasz Drewniak – Dyrektor Janowskiego Ośrodka Kultury wspomina? – Konkretna, żywiołowa, mądra, miła i wesoła… Bezpośrednia, energiczna, pełna radości i pogody ducha… Taka była… Zmarła 12. lutego 2026 roku w wieku 77 lat…

Odeszła, ale będziemy ją wspominać przed telewizorem z „Alternatywami”, „Wyjściem awaryjnym” i „Znachorem”. I będziemy się uśmiechać, ją cytować, honorować i o niej pamiętać… nie tylko od święta…

W materiale wykorzystano cytaty z „Wyjścia awaryjnego”

Na tytułowym zdjęciu (od lewej): Elżbieta Reszka, Bożena Dykiel, Maria Mędrek

Alina Boś; foto: archiwum Janowskiego Ośrodka Kultury